Amerykańska "muza" i wiecznie żywy Presley

Jan Izba Izbiński
Po... poznańsku, mimo ulewy, w połowie sierpnia bez mała połowa miasta tętniła muzyką. Wielotwarzową, z podkreśleniem jej amerykańskich korzeni, ale i naszą. W 31. rocznicę "przejścia Elvisa Presleya do najwyższej sali koncertowej świata" Krzysztof Wodniczak zaprosił na spotkania z muzyką wszelaką – choć zawsze dobrą.

"Muzyka Presleya – uważa Krzysztof Wodniczak, realizator projektu "Dzień z Elvisem oraz Muzyka to Ameryka" przygotowanego pod patronatem Urzędu Miasta Poznania – to personifikacja rytmu. To on połączył uprawiany przez białych osadników styl country z bluesem robotników rodem z Afryki. Lata sześćdziesiąte to supremacja Króla Rocka aż do zabłyśnięcia na estradach grupy The Beatles. Zaprosiłem na piękny dziedziniec Kolegium Jezuickiego całe miasta na radosny mityng. Gwałtowna ulewa spłatała psikusa i musiałem wykorzystać wariant awaryjny".

izotop
Rolę gościnnego parasola wziął na siebie klub Johnny Rocker. Tam odbyły się, rzecz jasna z wymuszonymi zmianami, główne koncerty. Słynne covery zagrała grupa "Za dziesięć dziesiąta". Z iście amerykańskim zacięciem zagrał IZOTOP. Z entuzjazmem przyjęto Erica Bella, założyciela – wraz z Philem Lynottem– legendarnej grupy "Thin Lizzy". Sześćdziesięcioletni muzyk tryskał werwą i rzekł, iż "...byliśmy inni niż dzisiejsza młodzież, bo czasy były inne: pełne wolności, muzyki, bardziej optymistyczne. Dziś ludzie są bardziej cyniczni, nastawieni na karierę i zarabianie pieniędzy. Wtedy po prostu żyliśmy chwilą i było nam z tym dobrze".

Jerzy Grunwald
Ukoronowaniem imprezy był koncert wiecznie młodego Jerzego Grunwalda. Pochodzące z jego najnowszej płyty "So Much To Say" przeniosły słuchaczy w klimaty Kaliforni. Nogi same podrywały się do tańca i padały łzy wzruszenia.

Podczas muzycznej "trzydniówki" warto było skorzystać z bogatej oferty imprez towarzyszących. W centralnie na Starym Rynku położonym Domu Wikingów pulsowała rytmem Noc z Presleyem. Królował subtelny z muzycznym frazowaniu i dynamiczny w pełnych życia "kawałkach" Króla Rocka wciąż zaskakujący Paweł Bączkowski. Sekundowali mu Terri Fajfer, Sławomir Bzdok, Paweł Burlaga, Łukasz Chylewski i Wojciech Plenzner.

jazz
Kościołem Wszystkich Świętych zawładnął "Niemenowy Ślad". Elektroniczna muzyka Krzysztofa Jarmużka i głos Jarosława Królikowskiego stworzyły niesamowitą platformę dialogu "Herbert – Niemen". Warto przypomnieć, iż twórca "Pana Cogito" pozostawił w swojej spuściźnie ciekawe ślady literackich dywagacji na temat urodzonego w Starych Wasiliszkach guru polskiej młodzieży lat sześćdziesiątych. Wielopiętrowość tych dokonań zabrzmiała szczególnie bogato przenośniami w jasnej, pełnej balkonów świątyni pamiętnej koncertami chóru prof. Stefana Stuligrosza. Podobny, ale jakże inny, śpiewnie wschodni, zabrzmiał pod kasetonowymi portretami i karykaturami "Kresowej".
Do świata tak nierozerwalnie związanego z Ameryką jazzu zaprosił Klub SARP, w którym koncertował S.O.T.B. Quartet.

W klimatycznym PoemaCafe, wśród nastrojowych fotografii z Islandii, odbył się spektakl Eksperymentalnego Teatru Operowego Elżbiety Arsso-Cwalińskiej i jakże aktualny recital gruzińskiego pieśniarza Zuraba Pirweli, który urzekł nie tylko muzyką wschodu ale i porwał standardami światowymi.

Rock jest jeden – jak stwierdził Krzysztof Wodniczak, realizator tego muzycznego projektu. Jest jeden, ale wielce złożony. Widzimy, ba! doznajemy nawet olśnienia dzięki światłu, które dostrzegamy jako białe. W rzeczywistości – jak doskonale pamiętamy z lekcji fizyki – składa się z całej gamy różnobarwnych promieni. Tak jest i z rockiem – wielość tworzy wspólny, rwący nurt. Któż z nas nie lubi tęczy?
Źródło: red. Krzysztof Styszyński, członek Stowarzyszenia Mediów Polskic
2008-09-01 12:13:31